Kariera Światowa — tylko Dolina Krzemowa?

2010-02-23

W Gazecie ukazał się wywiad z Markiem Hołyńskim. Mam sporo szacunku do Marka Hołyńskiego, chętnie też usłyszałbym więcej o jego pracy w Silicon Graphics, szczególnie od kuchni: z inżynierskimi szczegółami i anegdotami.

Niestety, przez styl pytań dziennikarki, niektóre skrótowe odpowiedzi, oraz sam tytuł artykułu można odnieść wrażenie, że Prawdziwą Karierę można robić tylko w Wielkim Świecie (w Dolinie Krzemowej), rozmówca wrócił do Polski tylko dlatego, że musiał (z przyczyn rodzinnych), a w Polsce już było tylko gorzej (przepychanki w zarządzie TVP).

Nie zgadzam się też z tą wypowiedzią:

Nie lepiej wyjechać i zdobywać wiedzę za granicą?

MH: Niekoniecznie, w Polsce można dziś też zrobić ciekawe rzeczy. U nas są już filie światowych korporacji, które robią badania, np. Motoroli, Microsoftu czy Google’a. Dziś nie trzeba wyjeżdżać, by się rozwijać.

Czy naprawdę rozwijać się i robić ciekawe rzeczy można tylko w „filiach światowych korporacji, które robią badania”? Czy nie można tworzyć czegoś nowego, zakładać nowych firm, rozwijać biznesu, zmieniać świat samemu? Czy nie ma polskich firm, gdzie robi się ciekawe rzeczy i gdzie można się rozwijać?

Marek Hołyński na Auli 41

Myślę, że nie taki obraz chciał przedstawić Marek Hołyński — chociażby jego obecność na Auli świadczy o tym, że wierzy w młody biznes w Polsce. Podejrzewam, że wymowa artykułu jest winą dziennikarki.

Bardziej ogólnie zaś przeszkadza mi łączenie słowa „kariera” w tym samym zdaniu ze zwrotami „świat”, „korporacja” i „wyjazd za granicę”, co uparcie robią dziennikarze. A może samo słowo „kariera” jest już przestarzałe i automatycznie niesie z sobą bagaż kompleksów?


Komentarze

zawsze można sięgnąć do książki Profesora: http://www.proszynski.pl/E_mailem_z_Doliny_Krzemowej-p-1717-.html Czyta się bardzo przyjemnie.

pkj2010-02-23

pkj: O, nie wiedziałem o tej książce, dzięki!

Jan Rychter2010-02-23

Swego czasu profesor publikował felietony także w Nowej Fantastyce (książka to wybór tychże)

Marcin Zaremba2010-02-23

to co mówił na boostrapie dwa lata temu było dość optymistyczne
http://bootstrap.pl/2008/05/14/bootstrap-85-podsumowanie/

Marcin2010-02-23

Marcin: tak! Jak pisałem, moim zdaniem artykuł nie odzwierdziedlił prawdziwych poglądów Marka Hołyńskiego.

Jan Rychter2010-02-23

Jest u nas jakis taki zakorzeniony kompleks nizszosci, ktory mnie cholernie denerwuje. Ze tam jest swiat, gdzie sie robi biznesy, gdzie zdobywa sie miliony, gdzie robi sie odkrycia - a u nas - cichutko, malutko, co najwyzej mozna jakas kalke zrobic i tyle.
Inna filozofia, inne rozumowanie i wiele czasu musi minac, zeby u nas bylo tak jak tam - nie pod wzgledem mozliwosci, zdolnosci, ale pod wzgledem wlasnie tego myslenia i podejscia do zycia.
Jasne, ze w Stanach robi sie to wszystko z o wiele wieksza kasa - ale nie porownujmy sie ze stanami, bo wielkosc rynku inna i koszty tez nie te same. Druga sprawa, ze nie kazdy robi projekty za grube miliony i nie kazdemu te miliony sa potrzebne - wystarczy chec, zapal i troche gotowki i dobrej woli. Google nie mialo od poczatku tysiecy serwerow i tylez samo pracownikow - kazda firma musiala od czegos zaczac i zapewne wtedy nie byly to kwoty nie do osiagniecia i u nas - na poczatek. A od czegos zaczac trzeba, zeby byc duzym. Kilkoro ludzi z wizja, troche gotowki, ale bardziej dobrego nastawienia i pomyslu i nie trzeba Krzemowych dolin, bogatych korporacji, zeby zrobic cos dobrego.
Mnie boli strasznie to nastawienie, z ktorym musialem spotkac sie przed i po obronie pracy dyplomowej - myslalem zbyt perspektywicznie, optymistycznie i otwarcie - szukalem sponsora, aby praca moja nie byla jedna z dziesiatek innych, walkujacych ten sam, stary temat, po lebkach. Przed nie znalazlem - musialem znalezc we wlasnej kieszeni na jakikolwiek sprzet, ale myslalem - no coz - nie kazdy moze uwierzyc na slowo jakiemus studenciakowi (chociaz mam wrazenie, ze w Stanach by uwierzyli, bo nie oplaca im sie nie uwierzyc i stracic okazje na swietnego czlowieka i potencjalny startup - ale to tak na marginesie). Napisalem prace, miedzynarodowo - po angielsku, obronilem na 6 (i napisalem na tyle samo). Poklepanie po ramieniu od dziekana i rektora, kilka cieplych slow o dalszym rozwoju i na tym sie skonczylo. W przyplywie optymizmu napisalem jeszcze raz do kilku firm - nawet bardziej "stargetowanie" - do producentow sprzetu mi potrzebnego - w koncu dla nich to najmniejszy wydatek i ew. najwiekszy zysk. Nikt nie byl zainteresowany. Dziekujemy, przepraszamy, ale nie. Nie bylem juz anonimowym studentem - bylem (ex)studentem, ktory wykazal sie wystarczajaca iloscia zapalu i pracy, zeby napisac swietna prace i obronic ja - prace, ktora przesylalem kazdemu do kogo pisalem. Sprytny na tyle, aby podpiac ja pod licznik odwiedzin/sciagniec - wiekszosc nawet na nia nie spojrzala. Polakow (lub - polskich pracownikow korporacji) po prostu nie interesuja inwestycje w ludzi i ich pasje/pomysly. Bo i tak sie nie uda, bo tu nie Dolina Krzemowa, zeby zrobic cos rewolucyjnego czy chociaz ciekawego. Tak samo na uczelniach nie dba sie o ludzi z wiedza i pasja, tylko o tytuly. Zeby moc magistra zrobic albo doktora.
Oj duzo wody uplynie puki ludzie zmienia nastawienie i myslenie, zeby tutaj wlasnie robic swietne projekty i biznesy, nawet na skale miedzynarodowa. I byc rozpoznanym, a nie wchlonietym przez owa wielka miedzynarodowa korporacje, ktora potem wyda nasz pomysl jako swoj, zeby potwierdzic owo mylne przekonanie, ze albo tam albo tu - byle w korporacji.

pendowski2010-02-23

Polecam wspomnianą już książkę "E-mailem z Doliny Krzemowej". Fascynująca, wciągająca, do pochłonięcia w jeden wieczór ;)

Tomasz Skórski2010-02-23

pendowski: a może tu też byś wkleił link do swojej pracy?

pkj2010-02-23

@pendowski

Myślę, że nie jest tak źle jak piszesz - może nie miałeś szczęścia w poszukiwaniu partnerów. Na Auli pojawiają się ludzie z pieniędzmi, których głównym zajęciem jest poszukiwanie "człowieka z pomysłem" a jeszcze lepiej "z pomysłem i wiedzą". Z kompleksami "duży i zagraniczny" również walczymy na Auli. Jak się wydaje z niezłym skutkiem.

Igor2010-02-24

@Igor
Moze i nie mialem szczescia, ale niespecjalny to narysowalo obraz naszego kraju. Dodam, ze firmy do ktorych nie zglaszalem chetnie wspieraly np. jakies kluby lub wydarzenia sportowe - ale widocznie to jest bardziej medialne, niz jakis student z technicznym pomyslem, klepiacy kod. Wlasnie przykre jest to, ze takich zdolnych ludzi (juz czort ze mna - przezyje) powinno sie wylawiac, wyszukiwac - najbardziej na poczatku, a nie zeby chodzic, prosic sie i sluchac ciaglego "nie jestesmy zainteresowani". Jak juz pisalem - mentalnosc w Ameryce nie pozwolilaby zignorowac takiej osoby, bo a co jezeli to nastepny Gates czy zalozyciel Google i stracimy taki kontakt i okazje? Do samej pracy mialem okazje kupic jakis skromny sprzet praktycznie tylko i wylacznie dzieki temu, ze udalo mi sie dostac jakies marne stypendium naukowe, ktore pomimo zapowiedzi wspierania kierunkow technicznych bylo -krotnie mniejsze, niz stypendium za gorsze wyniki w nauce na kierunku humanistycznym uczelni.

@pkj
Teoretycznie - chetnie, tylko nie wiem jak to jest ostatecznie z prawami autorskimi do prac dyplomowych, ktore teoretycznie przepisuje sie na uczelnie. Wiesz - co innego podeslac link w mailu kilku konkretnym osobom, a co innego udostepnic tak dla ogolu. Moge tylko dodac, ze praca tyczyla sie user trackingu - od bardziej ogolnego motion i head trackingu po wlasny system eye trackingu w oparciu o obraz z kamery HD. Moze szalu nie ma, ale na pewno projekt ciekawszy i rozwojowy, niz (nie umniejszajac nikomu) gry mobilne w oparciu o flash lite i jakis tam phpowy system do e-learningu (nie napisanie swojego - jest jakis wydany jako OS - nie pamietam nazwy) - te tematy to tematy kolegow z roku, ktore akurat pamietam.

pendowski2010-02-24

pendowski: nie znam szczegółów, ale pamiętaj też, że inwestora interesuje głównie, czy na pomyśle da się zarobić. Jest mnóstwo bardzo fajnych, ciekawych i nowatorskich pomysłów technologicznych, które z różnych przyczyn są trudne w realizacji lub na których trudno zarobić.

Jan Rychter2010-02-24

@jan
ja w sumie nie mowie o biznesowej inwestycji, gdzie rozumiem ze ktos musi na tym zarobic. bardziej o stymulacji, promowaniu zdolnych i ambitnych ludzi - firmy do ktorych pisalem nie mialy problemu, jak juz mowilem, z promowaniem zespolow czy imprez sportowych - natomiast zasponsorowanie "intelektualisty" zamiast "miesni" ich juz nie interesowalo. dochodzi tez do tego fakt, ze np. producentow sprzetu fotograficznego/video mogloby tym bardziej zainteresowac jakas praca poniekad z ich dziedziny. napisalem bardziej jako potwierdzenie tezy (niz zeby sie zalic, bo z kazdym komentarzem moze to bardziej na to wygladac), ze u nas nie widzi sie ludzi ambitnych, z pomyslem, wiec potem nie nalezy sie dziwic, ze ci ludzie znajduja (badz sa znajdowani) miejsce gdzie ktos sie nimi i ich pasja zainteresuje. dopuki w polsce nie zauwazymy, ze mamy czym walczyc - ambitnymi, doswiadczonymi i madrymi ludzmi, to bedziemy patrzec na krzemowa doline jako cos niedostepnego.
swoja droga w trakcie pisania pracy dowiedzialem sie, ze bywaja firmy zainteresowane wspolpraca z uczelnia - tyle tylko licza w zamian na gotowy, komercyjny produkt z wszelkimi prawami do niego (tzn. w zamian za dostarczenie na uczelnie sprzetu).

pendowski2010-02-24

@pendowski

chociaż Aula wspiera przedsiębiorczość i zakładanie nowych firm, to jednak ten post na blogu dotyczy stereotypu: gdzie się (w Polsce) robi ciekawe rzeczy. Czy raczej w polskich firmach, czy raczej w filiach zagranicznych firm. Od paru lat to jest normalna sprawa, że możesz się zatrudnić w firmie, która robi ciekawe, innowacyjne rzeczy - i niektóre z nich mają polskie korzenie, niektóre zagraniczne.

Twoja historia brzmi tak, jakbyś podchodził do (polskich akurat) firm, żeby przepychać tam swój własny produkt, zamiast zgłosić się zatrudnić w takiej firmie, która coś tego rodzaju robi - kto wie, mogą mieć lepsze pomysły niż Twój. W takich warunkach to nic dziwnego, że nie jest to łatwe, co robisz.

Marcin2010-02-26

@marcin
powtorze jeszcze raz, bo wszyscy koncentruja sie zbytnio na komercyjnym aspekcie - ja sie nie chcialem zatrudniac w firmie i robic projektu dla firmy, ktora go sprzeda albo nie - to byl projekt badawczy, praca dyplomowa. ciezko byloby sie zatrudnic w firmie w momencie pisania pracy chociazby z tego faktu, ze moje prawa (poza niezbywalnymi) co do kodu przepadaja na rzecz uczelni. tym bardziej nie przepychalem swojego pomyslu ani nie szukalem pracy w tej konkretnej dziedzinie.
szukalem sponsoringu naukowego projektu badawczego, m.in. u firm mniej lub bardziej bezposrednio zwiazanych z rynkiem owego badania, co nie tylko umozliwia stworzenie odpowiedniego wizerunku firmy stojacej na czele rozwoju, ale rowniez dostep do potencjalnie ciekawej technologii. takiego head/face trackingu coraz powszechniej stosowanego nie byloby bez wlasnie takich prac badawczych, ktore potem zostaly w calosci zaimplementowane w produktach firm produkujacych sprzet fotograficzny lub przez inzynierow tychze firm uzyty jako podstawa do opracowania czegos jeszcze lepszego. od czegos sie to zaczelo - na pewno nie od studia inzynierow wewnatrz firmy.
podstawy tworzy sie w nowoczesnym swiecie na uczelniach, wlasnie jako projekty naukowe/badawcze, ktore potem mozna zaadaptowac do produktow komercyjnych. u nas niestety nadal nie ma tego podejscia - u nas nadal dla potwierdzenia faktu naukowego i odkrycia, mowi sie ze "amerykanscy naukowcy" costam zrobili/odkryli. nie ma tej inwestycji w mlodych, otwartych, ambitnych ludzi, chcacych costam zrobic. niech im sie nawet nie uda - ja nie mowie, ze projekt byl idealny, swietny, 100% sukcesu. badanie polega na tym, ze czesto odkrywa sie metode jakiej _nie_ nalezy uzyc do osiagniecia danego efektu. jest papierek, dyplomik i dalsza nauka w schematach albo do roboty. ile w polsce mamy osrodkow badawczych przy/na uczelniach? czy naprawde do wszystkiego potrzebne sa zainwestowane przez wojsko czy korporacje miliardy? czy polacy sa wyjatkowo niezdolni pod tym wzgledem?
poza tym projekt komercyjny rzadzi sie pewnymi swoimi prawami, deadline'ami, kalkulacjami oplacalnosci, ktore nie sa tak surowe w przypadku przeprowadzania badan. zwlaszcza, ze w projekcie komercyjnym za kazdego zaangazowanego w projekt placisz czesto niemale pieniadze w postaci pensji, zusow, podatkow i innych. w moim przypadku chodzilo o niewielka ilosc sprzetu, ktore (zwlaszcza dla firm produkujacych tenze sprzet) bylo, smiem powiedziec, kosztem znikomym. a sam fakt wsparcia, nawet bez osiagniecia wymiernych efektow swietny marketingowo - a jakby sie udalo stworzyc cos naprawde innowacyjnego i dobrego?
jezeli nadal ktos nie widzi sensu w sponsorowaniu takich projektow zadam tylko pytanie czy smieszne zabawy Johnego Lee z WiiMotem (ktore byly i natularna czescia mojej pracy - idac od znacznikow infrared w dziedzinie head trackingu do analizy obrazu), od poczatku byly widoczne jako swietny, komercyjny projekt i dlaczego przeprowadzane byly w ramach badan na uczelni. dodam, ze po przeprowadzeniu owych "zabaw", Johny Lee zostal reasearcherem w microsofcie - i podejrzewam, ze macza swoje palce w projekcie natal, ktorego mogloby nie byc, gdyby nie te jego zabawy na uniwersytecie.

pendowski2010-02-27