Zjeżdżamy na płaskim?
2010-12-06
Zadziwia mnie fenomen sklepów sportowych (narciarskich) w Warszawie. W każdym sklepie zalega taki sam asortyment nart zjazdowych, snowboardów i ciężkich butów narciarskich. W niektórych sklepach czasem przydarzy się jeden metr bieżący półek na narciarstwo biegowe, ale jest to raczej wyjątek.
Wygląda jakby stolica była imperium narciarstwa zjazdowego — a przecież do najbliższych sensownych gór jest z Warszawy 300km! (i proszę mi nie pisać, że jest górka szczęśliwicka).
Tymczasem biegówki można przypiąć przed domem i jeździć chociażby w parku, a na weekendy podjeżdżać do Lasu Kabackiego lub Kampinosu.
Jest jeden sklep w Warszawie, który wyspecjalizował się w biegówkach (Sklep Podróżnika na Ochocie) i tam dzień w dzień tłum klientów skupuje równo wszystko, co w sklepie stoi.
Ciekaw jestem, kiedy coś się zmieni.
Janku, znalazłeś niszę biznesową i się nią dzielisz?;)
Krasus: ech, ile takich nisz ciągle trafiam… ale przecież nie mogę robić wszystkiego :-) Za to jakby ktoś chciał mi sprzedawać biegówki z dobrym asortymentem, to naprawdę bym się ucieszył!
jeżdżenie na biegówkach też nie jest takie proste jak zjeżdżanie :)
Fascynujące jest też zjawisko zimowej kultywacji nordic walking. Zapaleni chodziarze z kijkami w rękach przedzierają się grzęznąc na nieodśnieżonych chodnikach i aż się prosi o te narty do kompletu ;)
a: a tu się nie zgadzam, myślę że jest łatwiejsze. No i nie ma strachu że się spadnie.
Myślę, że problem jest raczej w tym, że ludzie utożsamiają biegówki z "bieganiem", co sugeruje wielki wysiłek, w odróżnieniu od "zjeżdżania". A wysiłek, jak wiadomo, wrogiem jest. Tymczasem na biegówkach można spokojnie spacerować.