<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!--Generated by Squarespace Site Server v5.11.81 (http://www.squarespace.com/) on Fri, 01 Jun 2012 03:56:14 GMT--><feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"><title>Jan Rychter: Blog [PL]</title><subtitle>Jan Rychter: Blog [PL]</subtitle><id>http://jan.rychter.com/blog/</id><link rel="alternate" type="application/xhtml+xml" href="http://jan.rychter.com/blog/"/><link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://jan.rychter.com/blog/atom.xml"/><updated>2012-05-17T09:47:49Z</updated><generator uri="http://www.squarespace.com/" version="Squarespace Site Server v5.11.81 (http://www.squarespace.com/)">Squarespace</generator><entry><title>GoogleBot wykonuje kod JavaScript</title><category term="Technologie"/><category term="google"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/5/17/googlebot-wykonuje-kod-javascript.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/5/17/googlebot-wykonuje-kod-javascript.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-05-17T09:46:44Z</published><updated>2012-05-17T09:46:44Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p><a href="http://swapped.tumblr.com/post/23133779276/google-bot-now-crawls-arbitrary-javascript-sites">Google Bot wykonuje kod JavaScript</a></p>

<p>Czekałem na ten moment. Było wiadomo od dawna, że chowanie głowy w piasek i udawanie, że internet składa się ze statycznych stron HTML (oraz wymaganie żeby każda aplikacja sprowadziła się do statycznych stron HTML), nie ma przyszłości. Prędzej czy później Google musiał zacząć przetwarzać JavaScript.</p>

<p>Rozumiem, czemu w interesie Google było opóźnianie tego momentu: przetwarzanie JavaScript kosztuje znacznie więcej niż statycznego HTML. Tworzy też całą gamę interesujących, a dotąd nieznanych problemów z bezpieczeństwem. Dlatego uraczono nas koślawą protezą, czyli <a href="https://developers.google.com/webmasters/ajax-crawling/docs/specification">escaped_fragment</a>. Dlaczego protezą? To rozwiązanie nie wspierało stron, gdzie część funkcjonalności (i treści) dostarcza inny serwer niż źródłowy. W dzisiejszych czasach serwer, z którego ściągany jest szkielet strony, często robi niewiele. Z innych serwerów dociągane są wyniki wyszukiwania, rekomendacje, FAQ, czy interfejsy do kontaktowania się z firmą. Udawanie, że GoogleBot może poprosić serwer o HTML zawierający całą zawartość strony, było bez przyszłości.</p>

<p>Przypuszczam, że to dopiero testy i minie nieco czasu zanim to rozwiązanie stanie się oficjalne, tym niemniej bardzo się cieszę.</p>
]]></content></entry><entry><title>Artykuł o lotnisku na Polu Mokotowskim (Warszawa)</title><category term="Warszawa"/><category term="historia"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/5/14/artyku-o-lotnisku-na-polu-mokotowskim-warszawa.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/5/14/artyku-o-lotnisku-na-polu-mokotowskim-warszawa.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-05-14T19:33:06Z</published><updated>2012-05-14T19:33:06Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Artykuł o <a href="http://naszastolica.waw.pl/o-lotnisku-na-polu-mokotowskim.html">lotnisku na Polu Mokotowskim</a> — autorstwa Konrada Rydołowskiego, na stronie <a href="http://naszastolica.waw.pl/">„naszaStolica”</a>. Ilustrowany zdjęciami z naszych rodzinnych archiwów.</p>
]]></content></entry><entry><title>Jak telewizor w TUI Polska kupowałem</title><category term="#tui"/><category term="Życie"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/5/11/jak-telewizor-w-tui-polska-kupowaem.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/5/11/jak-telewizor-w-tui-polska-kupowaem.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-05-11T09:23:23Z</published><updated>2012-05-11T09:23:23Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Zamówiłem w internecie telewizor. Panasonic.</p>

<p>Wybór nie był łatwy: setki modeli, tabelki ze specyfikacjami, katalogi. Wejścia HDMI, jasność, kontrast, wbudowany internet, 3D… Wiedziałem jednak dobrze, na czym konkretnie mi zależy, a sklep w którym kupowałem miał produkty świetnie opisane w precyzyjnych tabelkach. Linijka przyłożona do monitora pozwoliła porównać parametry.</p>

<p>Złożyłem zamówienie. Przedpłaciłem. Poczekałem. Wywierciłem dziury na uchwyt w ścianie. Mój Panasonic miał wkrótce do mnie trafić.</p>

<p>Dotarł Daewoo.</p>

<p>Kurier tłumaczył się gęsto, że on nic nie wie i nic nie może. Przeprasza. Mogę oczywiście zrezygnować z umowy, wystarczy żebym odwiózł telewizor do magazynu w Zgorzelcu. Sklep zwróci za benzynę. On już musi uciekać, bo inni klienci czekają, rozumie Pan, do widzenia.</p>

<p>Cóż miałem zrobić — na ścianie zawisł Daewoo. Ze specyfikacjami Panasonica, wybranego po kilku tygodniach przeglądania ofert miał wspólną jedną liczbę: 42. Tyle cali ma przekątna ekranu tego co wybrałem i tego, co dostałem. Ale w końcu nie będę przecież wiózł sam telewizora do Zgorzelca…</p>

<p>Po wymianie kilku pism ze sklepem dostałem zniżkę. Procent ceny, fragment marży sklepu. Plus bon zniżkowy na kolejny zakup. Sklep i tak zarobił na tej transakcji.</p>

<p>Prawnik mówi mi, że nie mam szans na wygraną w sądzie. Otóż polskie sądy zasądzają zadośćuczynienie jedynie w „sytuacjach kiedy standard dostarczonego produktu jaskrawo odbiega od tego który widnieje w umowie”. A w tym przypadku oba telewizory są porównywalnego standardu. Oba w końcu mają 42 cale. No i cena się niewiele różni. Co z tego, że zamawiałem A, a dostałem B?</p>

<p>Brzmi niewiarygodnie? To prawdziwa historia — tyle, że zamiast telewizora są wczasy, a sprzedawcą jest biuro podróży TUI Polska. TUI zarezerwowało mi konkretny hotel (wybrany po pracowitym przeglądaniu precyzyjnego katalogu) na pół roku przed wyjazdem, wzięło pieniądze na dwa miesiące przed wyjazdem, a po przylocie na miejsce ich przedstawiciel powiedział „nie mamy Pana hotelu”. Dostałem coś zupełnie innego. No tak, rezerwował Pan hotel rodzinny, z placem zabaw dla dzieci i atrakcjami, ale ten zamienny też jest ładny. Co prawda 50km dalej, bez atrakcji dla dzieci, ale rozumie Pan, ten sam standard. Tak, oczywiście, można odstąpić od umowy, następny samolot do Polski za kilka dni, mam nadzieję że Pana chore dziecko dobrze zniesie kolejne kilkanaście godzin podróży.</p>

<p>Jak się okazuje, sądy orzekają w sprawach turystyki wręcz kuriozalnie. Oto nie jest istotne, co jest zapisane w umowie i za co sprzedawca wziął pieniądze. Biuro podróży może pokazywać w katalogu cokolwiek, podpisywać z klientami umowy, a potem umieszczać ich tam gdzie jest akurat wygodniej (i taniej). Ważne, żeby to robić dopiero na miejscu. Klient wyraźnie mięknie po kilkunastu godzinach podróży i zgodzi się na wszystko. Klient z płaczącym chorym dzieciakiem na ręku jest miękki jak masełko. A jeśli „standard hotelu nie odbiega jaskrawo od tego w umowie”, sąd i tak nie zasądzi odszkodowania.</p>

<p>Wyciągnąłem z tej lekcji wnioski:</p>

<ol>
<li><p>Nigdy już nie kupię wczasów w TUI Polska Sp. z o.o.</p></li>
<li><p>Można sprzedawać produkt A, dostarczać produkt B i być bezkarnym.</p></li>
<li><p>Zakładam firmę. Będę sprzedawał produkty, dostarczając nieco tańsze zamienniki. Zrobię tak, żeby trudno było zrezygnować z umowy. Protestującym klientom zwrócę część marży, więc i tak zarobię na każdej transakcji. Nikt mnie nie pozwie do sądu, bo przecież standard tego, co dostarczę, nie będzie „jaskrawo odbiegał” od tego co klienci zamówili. Sąd nie zasądzi odszkodowania.</p></li>
</ol>

<p>P.S.: wiem o prawnikach wśród czytelników. Jeśli jest chętny na podjęcie się takiej sprawy, zapraszam.</p>
]]></content></entry><entry><title>Lotnisko Mokotowskie, Warszawa</title><category term="Archiwa"/><category term="Warszawa"/><category term="historia"/><category term="lotnictwo"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/4/24/lotnisko-mokotowskie-warszawa.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/4/24/lotnisko-mokotowskie-warszawa.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-04-24T17:33:58Z</published><updated>2012-04-24T17:33:58Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="javascript:showFullImage('/display/ShowImage?imageUrl=%2Fstorage%2F2011-01-19-scan447.jpg%3F__SQUARESPACE_CACHEVERSION%3D1335288890335',1402,1920);"><img src="http://jan.rychter.com/storage/thumbnails/3464443-17842092-thumbnail.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1335288924127" alt=""/></a></span><span class="thumbnail-caption">Warszawa: Wawelska, Plac Narutowicza, filtry.</span></span>Zza rozmazanego konturu wirującego śmigła nadlatującego myśliwca widać kask i okulary pilota. Samolot pikuje tuż nad murawą: coraz bardziej zbliża się do swojego cienia, by tuż nad ziemią nagle wybić się w górę imponującą świecą. Źdźbła trawy kładą się od podmuchu. Pilot wyprowadza samolot do lotu poziomego, a na tle nieba wyraźnie odcinają się trzy pary skrzydeł: to <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sopwith_Triplane">Sopwith Triplane</a>.</p>

<p>Skończywszy popisy akrobatyczne, samolot podchodzi szerokim łukiem do lądowania i siada lekko na trawie. Zatrzymuje się tuż obok stóp młodego człowieka z zawieszonym na szyi nadajnikiem radiowym. Chłopak bierze samolot do ręki — trzeba naładować baterię. Do startu przygotowuje się metrowy P-51 Mustang.</p>

<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="javascript:showFullImage('/display/ShowImage?imageUrl=%2Fstorage%2F2011-03-09-scan363.jpg%3F__SQUARESPACE_CACHEVERSION%3D1335288949952',1305,1920);"><img src="http://jan.rychter.com/storage/thumbnails/3464443-17842111-thumbnail.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1335288968688" alt=""/></a></span><span class="thumbnail-caption">Legitymacja Centralnych Warsztatów Lotniczych</span></span>Sto lat wcześniej w tym samym miejscu mój Dziadek, Witold Rychter, zaczynał swoją przygodę z lotnictwem. Pilot-oblatywacz Bolesław Skraba zabierał go na loty niemieckim <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Albatros_C.III">Albatrosem C-III</a>.</p>

<p>Ot, bieg historii.</p>

<p>Dla zainteresowanych: kilkanaście lat później powstał <a href="http://photo.rychter.com/Archiwa/Lotnicze/Aeroklub-Warszawski-1928-1939/9244008_RwWbzb#!i=617765685&amp;k=D5hEm&amp;lb=1&amp;s=A">Aeroklub Akademicki w Warszawie</a>, którego nieco historii udało się zachować na zdjęciach.</p>
]]></content></entry><entry><title>Przedsiębiorcy a nie korporacje</title><category term="Polityka"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/4/24/przedsibiorcy-a-nie-korporacje.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/4/24/przedsibiorcy-a-nie-korporacje.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-04-24T13:35:27Z</published><updated>2012-04-24T13:35:27Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Minister Kudrycka hojnie <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,11599548,Minister_Kudrycka__Dam_milion_za_ulepszenie_studiow.html">oferuje milion</a> (szkoda, że nie swój).</p>

<p>Niepokoi mnie koncentracja tej dyskusji na pracy w dużych firmach. Starszemu (obecnie rządzącemu) pokoleniu wyraźnie imponują „zagraniczne korporacje”, co słychać w wypowiedziach i kierunku dyskusji. Tymczasem jeśli zaczniemy kształcić młodych pod dyktando wymagań dużych firm konsultingowych, zostaniemy krajem taniej siły roboczej, przejściowym miejscem outsourcingu. Owszem, będzie to intelektualna siła robocza, ale pamiętajmy, że „zagraniczne korporacje” nie zbudują nam długoterminowo wzrostu gospodarczego, zaś outsourcing ma to do siebie, że jest ulotny i chętnie przenosi się tam gdzie akurat jest taniej.</p>

<p>Żeby kraj się rozwijał, ludzie muszą zakładać nowe firmy, tworzyć wynalazki, a następnie je wdrażać. To nowe polskie firmy spowodują długoterminowy wzrost zatrudnienia i stabilny wzrost gospodarczy.</p>

<p>Zgadzam się z tym, że studia źle przygotowują do pracy zawodowej. Wolałbym jednak, by w dyskusji o zmianach częściej pojawiało się słowo „przedsiębiorczość”.</p>
]]></content></entry><entry><title>Dlaczego nie zlikwidować ZUS?</title><category term="Polityka"/><category term="podatki"/><category term="Życie"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/4/23/dlaczego-nie-zlikwidowa-zus.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/4/23/dlaczego-nie-zlikwidowa-zus.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-04-23T08:55:40Z</published><updated>2012-04-23T08:55:40Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Przeczytałem w „Polityce”, że fiskus zatrudnia 68 tysięcy osób, a ZUS 48 tysięcy.</p>

<p>Dlaczego utrzymujemy dwie niezależne instytucje, które robią w dużej mierze to samo? Przecież ZUS to nic innego jak podatek emerytalno-zdrowotny, w pewnych sytuacjach zwracany. Obie instytucje (Urząd Skarbowy i ZUS) muszą między innymi:</p>

<ul>
<li>prowadzić ewidencję podatników,</li>
<li>księgować przychody,</li>
<li>wypłacać zwroty,</li>
<li>egzekwować zaległe należności,</li>
<li>przekazywać część wpływów na wskazane przez podatnika instytucje,</li>
<li>prowadzić kasy z możliwością wpłat i wypłat,</li>
<li>wszystko powyższe z oddziałami w całym kraju.</li>
</ul>

<p>W ZUS utrzymujemy armię 48 tysięcy urzędników w 43 oddziałach, 214 inspektoratach i 68 biurach terenowych. To jest 325 siedzib, ze średnią nieco ponad 147 pracowników na jedną siedzibę! Do tego na system informatyczny ZUS wydaliśmy już 3 miliardy złotych. A przecież ZUS w dużej części robi dokładnie to samo co urzędy skarbowe!</p>

<p>Dlaczego nie można połączyć tych instytucji, zredukować zatrudnienie o (z grubsza) 40 tysięcy urzędników, zlikwidować wszystkie 325 oddziałów ZUS i zaoszczędzić w budżecie z grubsza trzy miliardy złotych?</p>
]]></content></entry><entry><title>mBanku, przestań mnie doić</title><category term="banki"/><category term="mbank"/><category term="Życie"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/4/18/mbanku-przesta-mnie-doi.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/4/18/mbanku-przesta-mnie-doi.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-04-18T11:24:41Z</published><updated>2012-04-18T11:24:41Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Mój bank 12 kwietnia poinformował mnie SMSem, że ubezpieczenie zdrowotne mojej rodziny wygasa z końcem kwietnia. Zdziwiłem się nieco i stwierdziłem, że musi to być jakaś pomyłka. Tymczasem wczoraj (17 kwietnia) zalogowałem się do banku i przeczytałem wiadomość o treści:</p>

<blockquote>
  <p>Informujemy, że z końcem kwietnia br. wycofujemy z oferty Pakiety Zdrowie 24h.</p>
</blockquote>

<p>Więcej informacji nie było. Telefonicznie udało mi się ustalić, że już nie ma „Zdrowie 24h”, za to teraz jest „Opieka Medyczna 24h”. Mogę złożyć wniosek przystąpienia do tego ubezpieczenia, ale ponieważ już jest po 15 kwietnia, to będzie przerwa w usługach do 15 maja.</p>

<p>Inaczej mówiąc, mój bank zlikwidował mi ubezpieczenie zdrowotne z dwutygodniowym wypowiedzeniem, pozostawiając mnie bez możliwości przedłużenia go bez przerwy. Dodatkowo, ponieważ wszyscy klienci rzucili się, żeby do końca kwietnia wykorzystać swoje ubezpieczenie, trudno jest umówić jakąkolwiek wizytę u lekarza, bo brakuje terminów.</p>

<p>mBank na różne sposoby mnie <a href="http://jan.rychter.com/blog/2009/1/28/era-szybkiego-pienidza.html">łupi</a>, <a href="http://jan.rychter.com/blog/2009/7/2/panowie-bankowcy-wyranie-czego-nie-rozumiej.html">doi</a>, <a href="http://jan.rychter.com/blog/2011/4/15/mbank-gardzimy-klientami.html">pokazuje jak nie szanuje mojego czasu</a>, <a href="http://jan.rychter.com/blog/2010/4/13/kostarykaski-oddzia-mbanku.html">zaświadczenia o odsetkach wystawia w Kostaryce</a>, <a href="http://jan.rychter.com/blog/2010/2/8/niekompetencja-niedozwolony-znak-mbanku.html">bombarduje niezrozumiałymi komunikatami</a>. Teraz pokazał, że ubezpieczenie zdrowotne potrafi mi zlikwidować z dwutygodniowym terminem.</p>

<p>Tymczasem czytam w gazecie, że <a href="http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,11534547,Bankowa_wojna_dwoch_predkosci__Facebook_przegra_z.html">mBank buduje nowy mBank</a>:</p>

<blockquote>
  <p>Wyzwanie Aliorowi Sync rzuci "Nowy mBank", w którego stworzenie BRE Bank chce zainwestować aż 100 mln zł. - Chcemy być "Facebookiem finansów" - zapowiedział, prezentując ten projekt Jarosław Mastalerz, wiceprezes BRE. A więc: możliwość wykupienia wycieczki od razu w serwisie transakcyjnym (bank oczywiście natychmiast "podstawi" pieniądze), geolokalizacja, czyli proponowanie klientowi rabatów w zależności od tego gdzie się akurat znajduje (np. przechodzisz obok sklepu z elektroniką i dostajesz na komórkę bon na 10-proc. zniżkę).</p>
</blockquote>

<p>Może zamiast budować fantazje prezesów warto zatroszczyć się o istniejących klientów i przestać ich łupić, doić i traktować jak „konsumentów”?</p>

<p>Nie interesuje mnie fantazyjny twór zapowiadany przez Pana wiceprezesa. Bank nie jest i nie będzie centrum moich zainteresowań. Mam lepsze rzeczy do roboty niż chodzić po mieście sprawdzając w telefonie czy dostałem akurat bon zniżkowy.</p>

<p>Chcę mieć bank, który:</p>

<ul>
<li>świadczy usługi za rozsądne pieniądze z jak najprostszą taryfą,</li>
<li>nie doi klientów: nie uzależnia np. marży kredytu od tego, czy klient jest w stanie kredyt przenieść/zrefinansować,</li>
<li>nie zawraca mi głowy.</li>
</ul>

<p>Moja lojalność wobec mBanku jest zerowa. Jestem klientem, bo muszę. Gdy tylko taki bank się na rynku pojawi, przeniosę się tam natychmiast.</p>
]]></content></entry><entry><title>Stronicowanie jest przestarzałe</title><category term="Technologie"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/3/28/stronicowanie-jest-przestarzae.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/3/28/stronicowanie-jest-przestarzae.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-03-28T08:36:38Z</published><updated>2012-03-28T08:36:38Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Od dawna uważam, że stronicowanie wyników jest przestarzałe. Od dawna zżymam się też na sklepy internetowe, gdzie muszę długo szukać przycisku „>>” lub „2”. Często te napisy zajmują promil obszaru całej strony i są naprawdę trudne do odszukania i kliknięcia, zupełnie jakby ktoś nie chciał, żebym zobaczył więcej produktów. W dodatku „tradycja” wyświetlania serii liczb jest bezsensowna: nigdy nie potrzebuję przejść na siódmą stronę wyników, interesuje mnie tylko kolejna/poprzednia.</p>

<p>Jak się okazuje, <a href="http://www.codinghorror.com/blog/2012/03/the-end-of-pagination.html">nie jestem odosobniony</a>.</p>

<p>Wyniki wyszukiwania lub nawigacji powinny się doładowywać w miarę przewijania strony w dół. Można zobaczyć jak to robi Fablo np. w <a href="http://punktyonline.payback.pl/szukaj/czekolada">Punktowiązałce PAYBACK</a>.</p>
]]></content></entry><entry><title>Niekompetencja: PAYU</title><category term="banki"/><category term="payu"/><category term="Życie"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/3/27/niekompetencja-payu.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/3/27/niekompetencja-payu.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-03-27T09:36:57Z</published><updated>2012-03-27T09:36:57Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Przypadkiem zajrzałem do wyciągu karty kredytowej z ubiegłego miesiąca. Zobaczyłem tam:</p>

<blockquote>
  <p>WYPŁATA GOTÓWKI W ODDZIALE BANKU ZA GRANICĄ PAYU S.A. PLATNTRAV FUNDS -35,00 PLN</p>
</blockquote>

<p>i zaraz obok:</p>

<blockquote>
  <p>PROWIZJA OD WYPŁATY GOTÓWKI W ODDZIALE BANKU ZA GRANICĄ -10,00 PLN</p>
</blockquote>

<p>Żadnej gotówki w oddziale banku za granicą nie wypłacałem. Jak się okazało, nie jestem <a href="http://www.mbank.pl/porozmawiajmy/forum/9,991849,uwaga-na-zakupy-przez-payu,1.html">jedynym z tym problemem</a> — wygląda na to, że PAYU S.A. obciążyło mnóstwo kont klientów transakcjami rozliczanymi jako gotówkowe zagraniczne, co spowodowało naliczenie w bankach dodatkowych prowizji.</p>

<p>Wszystko dotąd jest jeszcze normalne — pomyłki się zdarzają. Nie miałbym o to specjalnej pretensji. To co jest niekompetencją (żeby nie użyć mocniejszych słów), to brak automatycznej korekty. Dzwoniłem do PAYU, kazano mi przesłać "skan lub zrzut ekranu" z naliczonymi prowizjami. Wnioskuję z tego, że jeśli ktoś nie zauważy, nie zadzwoni i nie prześle, to straci pieniądze.</p>

<p>Nie wolno tak robić. Właściwe rozwiązanie to odnalezienie wszystkich, którym zostały naliczone transakcje jako gotówkowe, skontaktowanie się z odpowiednimi bankami i zaaranżowanie zwrotów prowizji. Pobieranie od ludzi pieniędzy i zwracanie tylko tym, którzy się upomną, jest nadużyciem.</p>

<p>Moje zaufanie do PAYU właśnie spadło do zera. Teraz będę unikał płatności przez nich, spodziewając się tego typu kłopotów. Wiem też, że nie mogę liczyć na to, że sami dobrowolnie rozwiążą problem, który stworzyli.</p>
]]></content></entry><entry><title>Oddawaj koszyk!</title><category term="#e-commerce"/><category term="Biznes"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/2/17/oddawaj-koszyk.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/2/17/oddawaj-koszyk.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-02-17T13:10:09Z</published><updated>2012-02-17T13:10:09Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Robię zakupy w supermarkecie. Sporo ludzi kupuje, może dlatego, że to piątek. Ostatnio sklep miał reorganizację półek, więc znalezienie tego czego szukam zajmuje mi nieco dłużej niż zwykle. Na szczęście już prawie skończyłem — wózek mam wypełniony niemal po brzegi. Znowu będzie ból przy płaceniu w kasie...</p>

<p>Nagle jak spod ziemi wyrasta obok mnie ochroniarz. Wskazując na zegarek mówi „czas minął!”, zabiera mój wózek i zaczyna uciekać. Ludzie w sklepie rozstępują się na boki z przerażeniem na twarzy. Pędzący z moim wózkiem ochroniarz uderza mocno w drzwi z napisem „tylko dla personelu”, które roztrzaskują się na boki i wkrótce zamykają za nim, kołysząc się i popiskując smętnie. Po moich zakupach ani śladu. Półtorej godziny wybierania stracone.</p>

<p>Brzmi bezsensownie? A jednak — wczoraj dokładnie tak potraktował mnie sklep internetowy, gdzie wypełniłem pracowicie koszyk, a potem odszedłem od komputera na trzy godziny. Znam też kolejnych kilka sklepów, gdzie koszyk klienta jest czyszczony raz dziennie lub raz na 2-3 dni.</p>

<p>Jaki to ma sens? Czy ktoś zastanowił się w ogóle nad celowością kasowania koszyków klientom? Czy chodzi o ukaranie ich za zbyt długie robienie zakupów? A może celem jest uniemożliwienie im wrzucania do koszyka zakupów spożywczych przez cały tydzień (w końcu wiadomo, że powinni spisywać listę na kartce)? Nie, już wiem! Celem jest zdyscyplinowanie klientów, żeby szybko robili zakupy i się nie ociągali! W końcu sklep internetowy nie z gumy i może pomieścić tylko ograniczoną liczbę zalogowanych klientów.</p>

<p>Podejrzewam, że gdzieś w każdej z firm, o których piszę, siedzi informatyk, który stwierdził swego czasu, że będzie wydajniej i optymalniej jeśli koszyki będą usuwane. Nikt nigdy tej decyzji później nie zakwestionował. Tymczasem każdego dnia szkodzi ona dochodom sklepu! Klient, który włożył towar do koszyka, jest już w połowie drogi do kupienia go: wiadomo, że się towarem interesuje, wiadomo, że prawie się zdecydował. Nie wolno ani tracić tej informacji ani karać klienta!</p>

<p>Dla porównania, Amazon.com koszyka nie kasuje nigdy, słusznie zakładając, że nie ma to sensu, nie ma ku temu żadnego racjonalnego powodu i może skutkować tylko pogorszeniem sprzedaży. Sklep, który mi wczoraj usunął koszyk, stracił około 400zł przychodu.</p>

<p>Właścicielu sklepu, sprawdź czy Ty również zabierasz klientom ich koszyki.</p>
]]></content></entry><entry><title>Karpie w Bałtyku, albo jak ministerstwo będzie blokować ataki</title><category term="Polityka"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/2/9/karpie-w-batyku-albo-jak-ministerstwo-bdzie-blokowa-ataki.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/2/9/karpie-w-batyku-albo-jak-ministerstwo-bdzie-blokowa-ataki.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-02-09T20:54:04Z</published><updated>2012-02-09T20:54:04Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Minister Boni opublikował <a href="http://cert.gov.pl/portal/cer/9/514/Wytyczne_w_zakresie_ochrony_portali_informacyjnych_administracji_publicznej_wpro.html">Wytyczne Ministra Administracji i Cyfryzacji w zakresie ochrony portali informacyjnych administracji publicznej</a>. Czytamy w nich między innymi, że obowiązkowe jest „wdrożenie systemów eliminacji ruchu anonimizowanego (tj. TOR, znane Anon-oraz Open- Proxy, znane Anon- VPN, itp.)”.</p>

<p>Nawet nie wiem od czego zacząć. Może od polecenia zespołowi przeczytania <a href="https://www.torproject.org/docs/faq-abuse.html.en#DDoS">wpisu w TOR FAQ na temat ataków DDoS przez TOR</a>? Albo polecenia zastanowienia się nad sensem używania niezmiernie powolnego narzędzia do ataków DOS? A może polecenia zastanowienia się nad etyką blokowania narzędzia, które jest jedynym sposobem na dostęp do niektórych treści w represyjnych reżimach?</p>

<p>Miałem tylko westchnąć smutno i przemilczeć te bzdury, ale zastanowiłem się — gdyby Minister Rolnictwa wydał „Wytyczne w sprawie ograniczenia połowów karpia w Morzu Bałtyckim”, to nikt by mu tego płazem nie puścił. To dlaczego mamy tolerować to, że Minister Cyfryzacji (specjalista w rządzie do spraw cyfrowych i sieciowych!) wydaje bezsensowne wytyczne dla administracji?</p>

<p>Znalezienie kompetentnych doradców do spraw sieci nie jest trudne: dziennikarze <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,11111459,Rzadowe_strony_bronione_przed_internetowymi_anonimami.html">nie mieli problemu z zapytaniem o zdanie Pawła Krawczyka</a>. Niech Ministerstwo Cyfryzacji takich zatrudni.</p>
]]></content></entry><entry><title>Niekompetencja: Ministerstwo Kultury</title><category term="Polityka"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/2/9/niekompetencja-ministerstwo-kultury.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/2/9/niekompetencja-ministerstwo-kultury.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-02-09T09:21:38Z</published><updated>2012-02-09T09:21:38Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Jest mi wstyd. Nasz rząd, który ma nawet Ministra Administracji i Cyfryzacji, nie potrafi utrzymać serwera WWW.</p>

<p><span class="thumbnail-image-float-right ssNonEditable"><span><a href="javascript:showFullImage('/display/ShowImage?imageUrl=%2Fstorage%2Fmkidn-atak-1.png%3F__SQUARESPACE_CACHEVERSION%3D1328779471637',144,539);"><img src="http://jan.rychter.com/storage/thumbnails/3464443-16500029-thumbnail.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1328779490114" alt=""/></a></span><span class="thumbnail-caption">Komunikat serwera ministerstwa</span></span>Nadal nie udało mi się dostać do dokumentów na temat ACTA, opublikowanych ponoć przez Ministerstwo Kultury. Dostaję komunikaty twierdzące, że „atakuję” serwer. Ministerstwo też <a href="http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,11110205,Po_publikacji_dokumentow_o_ACTA_strona_resortu_kultury.html">tak twierdzi</a>:</p>

<blockquote>
  <p>Oczywiście, w tej chwili nikt nie powie o wzmożonym zainteresowaniu internautów, jednak o takim nie może, według nas, być mowy. Mamy do czynienia z czterokrotnie większym atakiem DDoS niż w czasie ostatnich działań - mówił Maciej Babczyński, rzecznik Ministerstwa Kultury</p>
</blockquote>

<p>„Nie może być mowy” o wzmożonym zainteresowaniu? Przypomnę, że mówimy o ujawnionych właśnie dokumentach, na temat których kilkadziesiąt tysięcy osób wyszło na ulice demonstrować na mrozie i w sprawie których zebrano już prawie pół miliona podpisów na wniosku o referendum!</p>

<p>Rząd powinien uważać, bo pomiędzy niekompetencją a manipulacją w tym przypadku linia jest cienka. Lekceważenie rzeczywistego wielkiego zainteresowania społecznego i nazywanie go „atakiem” nie jest akceptowalne w demokratycznym kraju.</p>

<p>Martwi mnie też niekompetencja ministerstwa (rządu?). Serwery odmawiające połączeń z powodu obciążenia mieliśmy w latach 1990. Dziś mamy rok 2012. Jeśli my w firmie jesteśmy w stanie budować niemal dowolnie skalowalne infrastruktury przy minimalnym budżecie, to zdecydowanie powinien potrafić to Rząd Rzeczypospolitej, szczególnie mając Ministra Administracji i Cyfryzacji.</p>
]]></content></entry><entry><title>Droga lekcja demokracji</title><category term="Polityka"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/2/1/droga-lekcja-demokracji.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/2/1/droga-lekcja-demokracji.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-02-01T14:47:15Z</published><updated>2012-02-01T14:47:15Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Popieram akcję <a href="http://referendumacta.pl/">Referendum ACTA</a> i podpiszę się pod wnioskiem o referendum. W akcji zdobyto już podobno ponad 250 tysięcy podpisów. Zrobię to, pomimo że nawet zebranie pół miliona podpisów nie gwarantuje wcale, że referendum się odbędzie. Co więcej, jeśli już miałoby się odbyć, to jest to bardzo droga dla nas (podatników) operacja i nie jest wcale oczywiste, jaki będzie wynik takiego referendum. Tym niemniej uważam, że będzie to niezmiernie istotna lekcja demokracji dla rządzących i polityków. Pokaże, że nie można wprowadzać prawa po cichu, lekceważąc obywateli, szczególnie jeśli wprowadza się zapisy nie spotykane dotąd w polskim prawie: ograniczające nasze prawa do korzystania z kupionych przez nas produktów i omijające drogę sądową przy podejrzeniu naruszenia praw właścicieli treści. Pokaże też, że uzasadnieniem nie może być „bo inni tak robią i będzie nam wstyd”.</p>

<p>Burza wokół ACTA jest wyraźnie niespodziewana dla rządzących. Tymczasem powinien to być dla polityków silny dzwonek ostrzegawczy. Drugi już — pierwszym był sukces partii Palikota. Oba zdarzenia pokazują, że jest rosnąca grupa Polaków, która nie jest odpowiednio reprezentowana w polityce i o której interesy politycy nie dbają. Tradycyjnie już wybory w Polsce odbywają się pod dwoma hasłami: jedni straszą siłami, służbami, Europą, wymachując przy tym szabelką, obiecując rozliczenie bliżej niesprecyzowanych „ich” i przymilając się do kościoła katolickiego, drudzy zaś straszą tymi pierwszymi i pokazują jak to się od nich różnią. Jeśli jednak ta nowa grupa społeczna zmobilizuje się do aktywnego brania udziału w wyborach, to może nagle okazać się, że dawne sposoby na trafienie do Sejmu już nie wystarczą.</p>
]]></content></entry><entry><title>Owczy pęd do ACTA</title><category term="Polityka"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/1/26/owczy-pd-do-acta.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/1/26/owczy-pd-do-acta.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-01-26T08:55:49Z</published><updated>2012-01-26T08:55:49Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Premier Donald Tusk:</p>

<blockquote>
  <p>"Ten kształt ACTA został zaakceptowany przez państwa [...], które są jakby rdzeniem i kręgosłupem wolności obywatelskich na całym świecie tj. UE, Stany Zjednoczone, Australia, Nowa Zelandia, Kanada, Korea Południowa i Meksyk. Nie można mieć cienia wątpliwości, że jak się mówi o wolności i prawach, to jest to najlepsze towarzystwo na świecie, w jakim można występować."</p>
</blockquote>

<p>Pan Premier ma na myśli między innymi państwo, które:</p>

<ul>
<li><p>utrzymuje na wyjętym spod prawa terenie więzienie, gdzie przetrzymuje latami bez procesów sądowych schwytanych na całym świecie ludzi (Guantanamo),</p></li>
<li><p>torturuje jeńców,</p></li>
<li><p>wywozi z kraju podejrzanych, by móc ich torturować poza granicami, nie przejmując się prawem,</p></li>
<li><p>zabija bez wyroku sądowego swoich własnych obywateli,</p></li>
<li><p>zabija atakami rakietowymi z samolotów bezzałogowych dowolnie wybrane grupy osób na świecie,</p></li>
<li><p>samo pierwsze rozpoczyna wojny nie mając do tego żadnych prawnych podstaw, na podstawie sfałszowanych dowodów,</p></li>
<li><p>ma na granicy „szarą strefę” prawną, gdzie obywatele nie mają pełnych praw, a obywatel może nie zostać wpuszczony do kraju,</p></li>
<li><p>w którym nie wolno filmować działań policji, bo może się to skończyć więzieniem,</p></li>
<li><p>w którym dane osobowe obywateli nie są ich własnością.</p></li>
</ul>

<p>Faktycznie, świetne towarzystwo. Rdzeń i kręgosłup wolności obywatelskich.</p>

<p>Chciałbym, żeby premier polskiego rządu nie używał argumentów stadnych („wszyscy tak robią, to my też”), tylko myślał niezależnie. Nie jesteśmy owcami i nie musimy owczym pędem gonić za innymi. Od tego mamy głowy, żeby myśleć i niezależnie oceniać, szczególnie po kilkudziesięciu latach doświadczeń z represyjnym systemem totalitarnym.</p>

<p>Dyskusja nad ACTA została włożona do pudełka z napisem „piractwo”. Można albo popierać ACTA i być przeciw piratom, albo być przeciw ACTA i tym samym popierać piratów. Tymczasem to, co jest faktycznym problemem, to a) dane osobowe i ich przekazywanie do systemów prawnych, gdzie przestają być własnością obywatela i b) działania podejmowane z ominięciem drogi sądowej.</p>

<p>Jest mi wstyd, że polski rząd przyjmuje najgorsze wzorce od krajów, w których demokracja jest wypaczana. Podpisywanie kontrowersyjnych umów międzynarodowych potencjalnie naruszających prawa obywateli po cichu, bez odpowiednich konsultacji, nie jest tym czego spodziewam się po Polsce.</p>
]]></content></entry><entry><title>Elektronika jako hobby: 15 lat temu i dziś</title><category term="Elektronika"/><category term="elektronika"/><id>http://jan.rychter.com/blog/2012/1/24/elektronika-jako-hobby-15-lat-temu-i-dzi.html</id><link rel="alternate" type="text/html" href="http://jan.rychter.com/blog/2012/1/24/elektronika-jako-hobby-15-lat-temu-i-dzi.html"/><author><name>Jan Rychter</name></author><published>2012-01-24T15:08:19Z</published><updated>2012-01-24T15:08:19Z</updated><content type="html" xml:lang="en-US"><![CDATA[<p>Ostatnio zainteresowałem się znowu elektroniką. Znowu, bo dawno, dawno temu było to moje hobby. A ponieważ sporo się pozmieniało przez ostatnie kilkanaście lat, postanowiłem spisać najistotniejsze spotrzeżenia:</p>

<ul>
<li><p>Podłączanie własnych urządzeń do komputerów jest zdumiewająco trudne. Znikły porty Centronics (LPT), znikły proste RS-232 (COM). Zostało praktycznie tylko USB, z którym nie jest tak łatwo się dogadać.</p></li>
<li><p>Zadziwiająco mało jest urządzeń typu USB &lt;-> kilkanaście I/O. Te, które istnieją, są trudne do znalezienia i na ogół drogie. Czy wszyscy kupują już tylko wentylatorki i lampki USB?</p></li>
<li><p>Jak się okazało, najtańszym sposobem podłączenia I/O do portu USB jest zestaw <a href="http://ti.com/launchpad">TI LaunchPad</a> (Texas Instruments) z mikrokontrolerem MSP430. Płaci się $4.30 (dostawa wliczona!) i dwa dni później kurier FedEx wręcza pudełko.</p></li>
<li><p>Giełda elektroniczna w Warszawie na Wolumenie żyje! Ale ledwo zipie. Nie wiem czemu nikt nie sprzedaje tam elementów SMD ze szpuli, trudno dostać cokolwiek aktualnego w ogóle. Jeśli sądzić po zawartości straganów, naszym narodowym hobby jest budowa sieci TV kablowej (mogę się tylko domyślać po co ludziom rozdzielniki i wzmacniacze sygnału CATV).</p></li>
<li><p>To, że można dostać (chińską) stację lutowniczą z gorącym powietrzem i zasilaczem laboratoryjnym za 200zł, jest niesamowite.</p></li>
<li><p>Bałem się elementów SMD, jak się okazuje zupełnie niepotrzebnie. W tej chwili większość nowych układów scalonych jest tylko w wersjach SMD. Drobne elementy kupuje się sprawnie i tanio na Allegro (setkami na ogół). Montaż nie jest żadnym problemem, choć trudno jest znaleźć w sieci informacje jak to robić i trzeba odkrywać wszystko samemu. Pewnie spiszę swoje wnioski, żeby skrócić innym drogę do łatwych i powtarzalnych wyników.</p></li>
<li><p>Sytuacja z forami dyskusyjnymi jest tragiczna. Są w zasadzie tylko koszmarne fora na phpBB i podobnych, takie jak elektroda.pl. Nastawione głównie na wyświetlanie reklam, psują wyniki wyszukiwania w Google. Na samych forach przeważają niestety też dość wyniośli i przemądrzali ludzie, wyśmiewający początkujących, szczególnie tych nie mających dostępu do drogiego sprzętu. Nie znalazłem jeszcze sensownego forum dyskusyjnego o elektronice w Polsce.</p></li>
<li><p>Allegro jest rewelacyjne. A raczej sprzedawcy na Allegro są rewelacyjni. Jeśli tylko mogę, to stamtąd zamawiam elementy. Kilka klików i w 2 dni mam je w swojej skrzynce pocztowej. Nikt się nie myli, wszystko jest precyzyjnie i starannie.</p></li>
<li><p>Wykonywanie płytek drukowanych (PCB) na zamówienie jest w Polsce jakąś katastrofą. Istniejące firmy są drogie, niewydajne, powolne i trudno skorzystać z ich usług. Wszyscy mają swoje Niezmiernie Specjalne Wymagania. Moi faworyci: firma, która każe ręcznie powiększać wszystkie otwory w projekcie o 0,1mm przed przekazaniem do nich oraz firma, która żeby podać cenę wymaga wypełnienia i przesłania do nich formularza rozmiarów A4 w DOC/PDF (!). Każda firma jest Bardzo Ważna, produkuje Tylko Większe Serie, żeby podać dowolną cenę musi Znać Wszystkie Parametry Projektu i ma w głębokiej pogardzie hobbystę-amatora.</p></li>
<li><p>Na szczęście z pomocą przychodzą Chińczycy. Tam nie mają w pogardzie nikogo, kto płaci. I potrafią tak uprościć produkt, żeby możliwe było łatwe kupowanie. W <a href="http://iteadstudio.com/">iteadstudio.com</a> wrzuca się do koszyka: prototypy 5x5cm, prototypy 5x10cm… Parametry są ustandaryzowane, instrukcje proste i zrozumiałe, cena nie do pobicia ($9, razem z wysyłką wychodzi $15 za 10 sztuk dwustronnej płytki 5x5cm). Dla wtajemniczonych: płytki są dwustronne, z soldermaską, metalizacją otworów i opisem z jednej strony. Jedyny minus to czas przesyłki (do 2 tygodni), ale to i tak jest szybciej niż terminy wielu polskich firm. Jestem ciekaw, czy w Polsce ktoś wreszcie wpadnie na pomysł stworzenia wydajnego procesu produkcji PCB i zacznie oferować serie prototypowe 5-10szt 5x5cm na Allegro.</p></li>
<li><p>Mikrokontrolery są fantastyczne. Szczególnie MSP430. Programowanie go przypomina mi bardzo programowanie 6502 w moim Commodore 64. Można policzyć ilość cykli zegara na instrukcję, można zapisać do portu i wartość pojawi się na wyjściu, wszystko jest przewidywalne. Bardzo odświeżające po koszmarnych procesorach Intela. Bardzo dobre narzędzia Texasa ułatwiają zadanie. Wiele zadań, które dawniej wymagałyby skomplikowanych układów teraz można zrealizować jednym mikrokontrolerem.</p></li>
<li><p>Oscyloskop polskiej produkcji DT 5200 potrafi przeżyć 15 lat w garażu i nadal działać po wypędzeniu kilku pająków :-)</p></li>
</ul>

<p>Ponieważ mój blog służy mi do pisania o tym, czym się interesuję, pojawi się tu teraz więcej o elektronice. Jak zwykle, drogi Czytelniku -- dostajesz to, za co płacisz, a reklamacji po odejściu od kasy nie przyjmuje się.</p>
]]></content></entry></feed>
